InterwencjeZ wokandy

Ruszył proces oprawcy koni

Zobacz także nasze inne zbiórki

Dziś o godzinie 9 w Sądzie Rejonowym w Kaliszu rozpoczął się proces Pawła D. z gminy Opatówek. Jest on oskarżony o okrutne znęcanie się nad końmi, które nie tylko głodził ale przywiązywał pasami do ściany w stajni, by z głodu umierały na stojąco. Trudno nam to pojąć ale niestety widoki podczas interwencji były straszne. Jedziemy właśnie na rozprawę – mamy nadzieję na sprawiedliwy wyrok.

Zgłoszenie w sprawie Pawła D. było krótkie – trzy konie nie żyją i leżą martwe w stajni, cztery konie pozostały, ale mogą nie przeżyć nocy. Pijany właściciel miał przywiązywać część koni do boksów za pomocą pasów i lin, tak aby zwierzęta stały nieruchomo. Działo się to 31 grudnia 2016 r.

Po wejściu na posesję okazało się iż w pomieszczeniach gospodarczych znajdują się cztery konie. Dwa z nich przywiązane są pasami – jeden do bramy w boksie, drugi stoi na korytarzu i także nie może się ruszyć. Odplątywanie go zajęło nam sporo czasu. W kolejnych dwóch boksach już bez pasów stały dwa inne konie. Stan tych zwierząt był bardzo zły, wszystkie były w kondycji głodowej. Podjęliśmy decyzję o odbiorze zwierząt ale Paweł D. wraz ze swoją małżonką cały czas utrudniali akcję, próbując przepłoszyć zagłodzone zwierzęta. Okazało się, iż martwe konie wywieziono do utylizacji wcześniej – kilka godzin przed naszą interwencją.

Uratowane konie mają się dobrze. Są cały czad pod opieką Pogotowia dla Zwierząt. Dziś o 9.00 w Sądzie Rejonowym w Kaliszu rozpoczął się proces mężczyzny. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności i przepadek koni. Czekaliśmy na ten dzień by zobaczyć mężczyznę na ławie oskarżonych. Czekaliśmy by doczekał się sprawiedliwego – surowego i dotkliwego wyroku. Tak jak dotkliwie cierpiały u Pawła D. zwierzęta.

Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił odpowiedzi na pytania Sądu, Prokuratora i oskarżyciela posiłkowego. Kolejny proces w październiku br.

URATUJ 4 ZAGŁODZONE KONIE SPOD KALISZA!!!

Jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć po odbiorze zwierząt z makabrycznych warunków, w jakich przebywały konie pod Poznaniem, a w sylwestrowe popołudnie dotarło do nas kolejne zgłoszenie o zagłodzonych koniach. Tym razem zgłoszenie dotyczyło czterech zagłodzonych koni w jednej ze stajni ok. 20 km od Kalisza u Pawła D. Zgłoszenie było krótkie- trzy konie nie żyją i leżą martwe w stajni, cztery konie pozostały, ale mogą nie przeżyć nocy. Pijany właściciel miał przywiązywać część koni do boksów za pomocą pasów i lin, tak aby zwierzęta stały nieruchomo.

Wyjechaliśmy na miejsce natychmiast. To zgłoszenie nie mogło czekać, choć wiedzieliśmy iż może być ciężko z pomocą policji i innych służb; w końcu to ostatni dzień starego roku i godziny popołudniowe.

Dotarliśmy na miejsce około godziny 15. Właściciela nie było na miejscu. Żona musiała go wezwać z pracy. Ubrany w strój strażaka OSP był bardzo zdenerwowany – To nie cyrk, tu nie ma nic do oglądania – krzyczał. Był pod wpływem alkoholu. Alkomaty wykazał 1,5 promila.

Po wejściu na posesję okazał się iż w pomieszczeniach gospodarczych znajdują się cztery konie. Dwa z nich przywiązane są pasami – jeden do bramy w boksie, drugi stoi na korytarzu i także nie może się ruszyć. – Był tak związany psami, iż samo odplątywanie go zajęło nam około 5 minut – mówi Krystyna Kukawska, inspektor ds. koni Stowarzyszenia „Pogotowie dla Zwierząt”. W kolejnych dwóch boksach już bez pasów stały dwa inne konie. Stan tych zwierząt był bardzo zły, wszystkie były w kondycji głodowej. Trzeba było niezwłocznie zadzwonić po transport, sprowadzić lekarza weterynarii, zawiadomić grupę dochodzeniowo-śledczą policji, by na miejscu dokonała oględzin zwierząt i wykonała czynności procesowe.

Szykowaliśmy się do odbioru koni. Wiedzieliśmy jedno Nie mogliśmy ich tam zostawić. Paweł D. sam przyznał, iż kilka koni nie żyje, ale zlecił w poprzedni dzień już ich utylizację, więc zwłok w stajni już nie było.

Wraz ze swoją małżonką cały czas utrudniali akcję odbioru koni, które przeżyły. Próbowali przepłoszyć zagłodzone zwierzęta. W końcu gdy Paweł D. zaczął popychać inspektorów ds. ochrony zwierząt i uszkodził im aparat fotograficzny, sprawcę musiała powstrzymać policja. – Jeśli będzie Pan dalej utrudniać ratowanie zwierząt – przewieziony zostanie Pan na sylwestrową noc do policyjnej izby zatrzymań.

W końcu przyjechała także policyjna grupa dochodzeniowo – śledcza z technikiem kryminalistyki. Opisano po kolei stan wszystkich koni. Po godzinie 18.00 na terenie gospodarstwa pojawiły się koniowozy, by zabrać niedożywione zwierzęta.

Najpierw załadowano klacz maści kasztanowatej. Była bardzo chuda z zanikiem mięśni oraz oklejona obornikiem. Kolejna wyjechała klacz maści ciemnogniadej. To ta stojąca w korytarzu, przywiązana pasami do boksu. Była w tak tragicznym stanie, iż miała już zanik mięśni. Była bardzo nieufna.

Kolejny wyjechał ogier maści kasztanowatej. On także był w kondycji głodowej z zanikiem mięśni. Był oklejony odchodami. Wisiał na pasach przypiętych do boksu, nie mógł ruszyć się z miejsca, położyć się. Nie dał do siebie podejść, bał się człowieka. Samo wprowadzanie go do przyczepy trwało około godziny. Ostatnim koniem był skarogniady wałach. Także miał zaniki mięśni, był oklejony obornikiem, bał się człowieka, nie dawał do siebie dojść. Około godziny zajęło nam zakładanie kantara. Wszystkie konie miały zaniedbane i przerośnięte kopyta.

Konie były trzymane w nieodpowiednich warunkach bytowania, stosowano wobec nich okrutne metody w chowie i hodowli zwierząt polegające na trzymaniu ich na wysokim oborniku, na trzymaniu ich w zamknięciu bez wypuszczania na zewnątrz. Podejrzewamy iż zwierzęta były przyczepione pasami do boksów, bo właściciel chciał aby konie się mu poddały. Nie mógł sobie z nimi poradzić, więc postanowił je „skruszyć” siłą. To bardzo wyrafinowana metoda znęcania się nad zwierzętami.

Policja juto będzie prowadziła dalsze czynności w sprawie. Zostanie przesłuchany właściciel koni, ponieważ w dniu interwencji był pijany i nie mógł formalnie odpowiadać na pytania policji. Pogotowie dla zwierząt złożyło zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad końmi ze szczególnym okrucieństwem. Czekamy teraz na przedstawienie zarzutów dla sprawcy.

Teraz gdy zwierzęta są już bezpieczne, potrzebujemy Państwa pomocy w leczeniu i karmieniu. Transporty koni wyniosą ponad 2 tysiące złotych. Za jeden już częściowo pokryliśmy koszty, resztę musimy opłacić jutro i w środę. Chcemy także w tym tygodniu zakupić słomę, siano i witaminy dla tej czwórki nieszczęśników. Zapas na najbliższy miesiąc kosztować będzie około 1500 zł. wraz z transportem. Trzeba będzie opłacić także badania krwi dla tej pechowej czwórki. To dodatkowy koszt około 1000 zł. Łącznie w ciągu kilku najbliższych dni musimy więc uzbierać ok. 4500 zł. Obecnie konie z tej interwencji są w stajni pod Poznaniem i Kaliszem. Po tym jak dojdą do siebie będziemy mogli je przewieść do tymczasowej adopcji do zakończenia sprawy. Mamy już obiecane miejsce dla jednego z koni w stajni u Pani Agnieszki ze stajni „Końska Pasja” z którą wczoraj rozmawialiśmy. Kolejnych miejsc szukamy. Mamy kilka tygodni.

Bez Waszej #POMOCY nie damy rady uratować koni! Każda #złotówka to szansa na przeżycie! #pomagaj #udostępnij
Prosimy. Pomóżcie nam uratować cztery kolejne #życia Bez Waszej pomocy nie damy rady!

Stowarzyszenie „Pogotowie dla Zwierząt”
Pl. Pocztowy 4/6, 64-980 Trzcianka

Numer konta: 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093
dopiskiem „Ratunek dla koni spod Kalisza”

PAYPAL biuro@pogotowiedlazwierzat.pl

YetiPay biuro@pogotowiedlazwierzat.pl

IBAN: PL87 1020 3844 0000 1702 0048 1093

SWIFT: BPKOPLPW

Dziękujemy za okazane <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *