InterwencjeZ wokandy

28 buldogów francuskich odebraliśmy w gminie Halinów pod Warszawą

Urszula i Paulina G. (matka z córką) trzymały tam chore zwierzęta. Rozmnażano je z wadami genetycznymi. Wraz z lekarzem weterynarii, który zaświadczał, iż psy są zdrowe, oszukiwano klientów. Sprawcy mogą odpowiedzieć przed sądem nie tylko za znęcanie się nad zwierzętami, ale także za oszustwo. Grozi im za to jeszcze większa kara. Takich miejsc jest w Polsce sporo. Jednak aby likwidować fabryki psów i ratować te, które odebraliśmy, potrzebujemy Państwa wsparcia.

Psy Urszuli i Pauliny G. trzymane były w złych warunkach – na dworze w boksach, we własnych odchodach. Miały zapalenie przestrzeni międzypalcowych od stałego przebywania w moczu, choroby skóry, złamania. Z ich uszu lała się ropa. Zanim kobiety zaczęły „produkcję” buldożków francuskich, zajmowały się pinczerami. Dopuszczały także do zapładniania suczek po pierwszej cieczce, już w 7 i 8 miesiącu życia. Szczeniaki rodziły się z wodogłowiem – chore, mioty nie przeżywały.

Z klientami umawiano się w różnych miejscach. Kobiety sprzedaż prowadziły także do Niemiec. Jako Pogotowie dla Zwierząt najpierw dotarliśmy do kilku klientów, którzy zakupili u kobiet zwierzęta. Po zakupie psów wymagały one natychmiastowej pomocy weterynaryjnej, a gdy klientom coś nie odpowiadało, Urszula G. zawoziła ich do swojego lekarza Romana M. Ten udawał zdziwionego i zapewniał, iż wszystko jest w porządku. To była jednak nieprawda, bo psy były chore. Ludzie nie oddawali psów, litowali się nad nimi i leczyli je u lekarzy weterynarii, którym zależało na dobru zwierząt, a nie na interesach Pań G. Leczenie psów pochłaniało tysiące złotych. Tymczasem matka z córką dalej prowadziły fabrykę psów i oszukiwały ludzi.

Na posesji u Urszuli i Pauliny G. pojawiliśmy się z lekarzem weterynarii i funkcjonariuszami z Komisariatu Policji w Halinowie. Sprawdziliśmy dokładnie każdego psa. Zbadano wszystkie zwierzęta. Trzymane były bez właściwej opieki człowieka i bez odpowiedniego leczenia. Co ciekawe, podczas badania psów pojawił się lekarz pseudohodowcy. Wyniki badań potwierdzające zły stan psów były wykonane na tyle dokładnie, wraz z dokumentacją fotograficzną, iż nawet sam Roman M. musiał przyznać, iż psy są chore. Przychodziło mu to z wielkim trudem.

Kilka dni później Prokuratura Rejonowa w Mińsku Mazowieckim na podstawie badania psów wydała postanowienie o zabezpieczeniu ich jako dowody rzeczowe i przekazaniu organizacji pod opiekę. I tu zaczęła się już walka Urszuli G. Wykorzystuje swoje znajomości z Krystyną Pawłowicz posłem na Sejm RP (razem z nią pozowała do zdjęć na jednym ze spotkań) – Zapewniam, że obydwie właścicielki psów działają zgodnie z prawem, mają zarejestrowane hodowle a ich psy są zdrowe – czytamy między innymi w liście Krystyny Pawłowicz do prokuratury. Jednocześnie poseł PiS prosi Prokuratora Rejonowego o interwencję w tej sprawie. Interwencja chyba przynosi skutek, bo wyłączana z prowadzenia sprawy jest policja z Halinowa oraz Prokuratura w Mińsku. W końcu sprawę przejmuje Prokuratura Okręgowa w Siedlcach. Ponownie zaczyna się pisanie skarg, pism, itp.

Właścicielka psów nie daje za wygraną. Wraz z córką skarżą decyzje o zatrzymaniu zwierząt do sądu. Jednak Sąd Rejonowy w Siedlcach, który zapoznał się z całą dokumentacją (ok. 7 tomów akt) przyznaje rację organizacjom pro zwierzęcym, które brały udział w interwencji: Pogotowiu dla Zwierząt oraz Fundacji SOS Bokserom. nam. Odbiór tych zwierząt był słuszny, miał podstawy prawne i był przeprowadzony w sposób prawidłowy. Psy po odbiorze wymagały natychmiastowego leczenia. Potwierdzają to kolejne wizyty odebranych psów u lekarzy weterynarii. Koszty leczenia 27 psów wyniosły do tej pory ponad 20 tys. zł. Teraz czekamy na zakończenie sprawy w prokuraturze. Urszula i Paulina G, nadal szukają sojuszników, szukając poparcia dla swej fabryki psów.

Zwierzęta bardzo boją się właścicielek. Podczas okazania w gabinecie weterynaryjnym odebrane psy, widząc Urszulę i Paulinę G., kuliły się ze strachu. Zamierały w bezruchu, gdy te je głaskały. Mamy nadzieję, iż sąd wymierzy dla nich sprawiedliwą karę. Mamy nadzieję, iż zwierzęta nie wrócą do osób, które je skrzywdziły. Mamy nadzieję, iż w wygramy tę sprawę, bez względu na to, że mieszają się w to politycy i próbują wpływać na prokuraturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *