Nie kupuj - adoptuj! Logo
Poranione konie w „Karawanie Bożego Miłosierdzia”

Krystyna Kukawska, inspektor ds. koni z „Pogotowia dla Zwierząt” pokazuje woźnicy ślady krwi, które ma na ręce po dotknięciu konia. Pielgrzymi z grupy miłosierdzia nie byli tym przejęci.Krystyna Kukawska, inspektor ds. koni z „Pogotowia dla Zwierząt” pokazuje woźnicy ślady krwi, które ma na ręce po dotknięciu konia. Pielgrzymi z grupy miłosierdzia nie byli tym przejęci.

Poranione do krwi dwa konie, całe obolałe i z licznymi uszkodzeniami ciała - takie zwierzęta ciągnęły nomen omen wóz zwany „Karawaną Bożego Miłosierdzia”, która przez wiele dni w diecezji koszalińsko - kołobrzeskiej podróżowała do Sanktuarium Maryjnego w Skrzatuszu, po drodze ewangelizując mieszkańców wsi. Chore konie, pomimo ostrzeżeń, nadal używane były do pracy, ciągnąc za sobą ciężki wóz. Wspólnie z policją inspektorzy „Pogotowia dla Zwierząt” zatrzymali na drodze pielgrzymów znęcających się nad zwierzętami. Konie wyprzęgnięto z wozu i przekazano do stajni. Teraz o losie zwierząt zdecyduje prokurator.


„Karawana Bożego Miłosierdzia” to przedsięwzięcie organizowane pod patronatem Stowarzyszenia Dom Miłosierdzia z Koszalina. Zabudowany wóz - wagon, ciągnięty jest przez konie. Pokonywał różne miejscowości diecezji koszalińsko - kołobrzeskiej. Uczestnicy tej wyprawy ewangelizowali lokalną społeczność. Problem jednak w tym, że konie, które używane były do pracy, na skutek ciężaru, jaki „nosiły”, doznały licznych otarć, ran, z których sączyła się krew. - Przedsięwzięcie jak najbardziej chwalebne, ale nie kosztem chorych zwierząt, które zmieniano co chwilę, bo nie mogły dalej iść z uwagi na zmęczenie i obrażenia. Zwierzęta były poodparzane i ich opiekunowie doskonale o tym wiedzieli - mówi Grzegorz Bielawski ze Stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt, który przyjął w kilka dni kilkadziesiąt zgłoszeń znęcania się nad tymi końmi, które dopuszczone zostały do ciężkiej pracy przez pątników.


W miniony piątek (16 września) do stowarzyszenia z Trzcianki dotarły kolejne zgłoszenia o rannych koniach z obrażeniami, które nadal ciągnęły karawanę. - Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wóz z końmi zastaliśmy na drodze asfaltowej, kilka kilometrów przed Skrzatuszem w gminie Szydłowo, gdzie zmierzał na spotkanie młodzieży i biskupa. Po sprawdzeniu stanu koni zabroniliśmy ich dalszego wykorzystania. Zwierzęta były bardzo poranione od uprzęży, z ran koni sączyła się krew z osoczem - mówi Krystyna Kukawska, inspektor ds. koni i prezes Zarządu Stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt.


Konie broniły się przed dotykiem w miejscach, gdzie założona była uprząż. Świadczyło to o mocnej bolesności w miejscach, do których przylegała uprząż. Karawana nie przejęła się jednak losem zwierząt i po kilkudziesięciu minutach ruszyła dalej, wbrew zaleceniom kontrolujących. Obrońcy zwierząt zawiadomili więc policję. Poinformowali, iż ranne konie nadal zmuszane są do sporego wysiłku, ciągnąc wóz ważący 1,5-2 tony. Funkcjonariusze policji zatrzymali pojazd, gdy wjeżdżał do Skrzatusza asfaltową drogą. Konie odpięto i na polecenie śledczych zabezpieczono na pobliskiej łące.


Pielgrzymi jadący wozem byli oburzeni. - Blokują nam dojazd tymi końmi do miejsca kultu. Tę karawanę musi zobaczyć biskup, który jest na czuwaniu modlitewnym kilkaset metrów stąd. Taki jest plan tej uroczystości. Uniemożliwienie wjazdu koni na plac to dzieło szatana - krzyczeli z wozu pielgrzymi.


Joanna Grzywacz, członek Stowarzyszenia Dom Miłosierdzia i uczestnik karawany, twierdziła, iż konie były zadbane. - Osoby, które ewangelizują i mówią o Bogu, nie mogą źle traktować zwierząt. My nie zrobiliśmy tym koniom nic złego. Szły kilkanaście kilometrów dziennie, miały przerwy, były pojone i jadły. Wszystko na naszej pielgrzymce było dostosowane pod zwierzęta i myśleliśmy tylko o tym, aby miały one jak najlepiej. A otarcia miały, bo każdy na pielgrzymce pokonuje pewien wysiłek i ma otarcia, także koń - mówi Joanna Grzywacz, odpowiedzialna za dzieło ewangelizacyjne na kółkach.


W te zapewnienia nie wierzy Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”, który był na miejscu zdarzenia. - Oni nie pozwalali nam nawet wykonać dokumentacji fotograficznej rannych koni. Bali się tych mocnych dowodów. A jak już wykonałem zdjęcia i film ukazujący wstrząsający stan zwierząt, to jak karawana ruszyła, usłyszałem przez mikrofon takie zdanie od pielgrzymów: „Panie Jezu, Matko Boża, prosimy, aby te zdjęcia nigdzie nie trafiły, aby się nie ukazały, aby się w ogóle nie zrobiły”. Czy tak zachowują się osoby, które nie mają nic do ukrycia? Osoby, którym leży na sercu prawda o stanie zwierząt? - pyta Bielawski.


Wezwana policja sprowadziła na miejsce technika kryminalistyki. Dokonał on oględzin wozu, bo jak się okazało, na przyczepę nie były wyrobione żadne dokumenty dopuszczające ją do ruchu na drogach publicznych. Policjanci i lekarz weterynarii dokonali oględzin koni. Lekarz po szczegółowym ich zbadaniu potwierdził, iż dalej nie mogą jechać w karawanie, ponieważ mają kilkanaście ran świadczących o znęcaniu się nad nimi.

„Pogotowie dla Zwierząt” złożyło zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad zwierzętami. W sobotę do późnych godzin nocnych trwały przesłuchania świadków. Konie umieszczono tymczasowo w gospodarstwie, gdzie miały przez kilkanaście dni odpocząć. Lekarz wydał całkowity zakaz używania ich do jakichkolwiek prac, w tym ciągnięcia wozu przez najbliższych kilkanaście dni. Zwierzęta miały odpocząć i zostać opatrzone przez woźnicę. Niestety na drugi dzień, w niedzielę, ponownie zostały zaprzęgnięte do wozu i jechały dalej, co widoczne jest na fotografiach z niedzielnej uroczystości w Skrzatuszu, gdzie ciągną wóz, jaki wjechał na plac przed sanktuarium. Decyzję w sprawie dalszego losu koni ma podjąć prokurator.

Autor i dysponent zdjęć: Stowarzyszenie Pogotowie dla Zwierząt


 

Dodaj komentarz

Prosimy o stosowanie się do zasad Netykiety i nieużywanie wulgaryzmów. Komentarze poniżej poziomu nie będą publikowane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

 
+2 #2 Kasia 2017-10-15 21:43
Sami mogli zejść i dociągnąć wóz do biskupa, skoro tak im zależało na wykonaniu planu ....
Cytować
 
 
+1 #1 Ola 2016-09-20 22:17
To nie jest ewangelizacja to jestmasakra i grzech ponieważ koń to też stworzenie boskie o czym chyba uczestnicy tego ,,czegoś,, zapomnieli,trud no nazwać to coś wydarzeniem z elementami milosierdzia skoro jest tu przemocc i zło
Cytować