Nie kupuj - adoptuj! Logo

Nasze aktualne zbiórki:


Interwencje
Hotel dla psów jak z koszmaru. 18 zwierząt czeka na pomoc.

Pilnie potrzebny jest ratunek dla 18 psów. Przed chwilą zakończyliśmy pod Poznaniem bardzo dużą i trudną interwencję. Odbieraliśmy zwierzęta zagłodzone i trzymane w odchodach, wiele dni zamknięciu. Ciężko nam to pisać, bo odbiór ich był od ludzi z „naszej branży”. Prowadzili oni rzekomo hotel dla psów, ich szkolenia i opiekę psychologiczną. Wszystkie czworonogi wymagają opieki weterynaryjnej, a niektóre opieki zoopsychologa. Pomóżcie nam nie tylko w zbiórce na ich ratunek. Szukamy także domów tymczasowych dla nich.

Od 2 lat na opuszczonej posesji we wsi Zapowiednia gmina Pyzdry (50 km od Poznania) Katarzyna D. i Jerzy D. (jej ociec) zaczęli sprowadzać zwierzęta. Działka była w polach, nikt postronny tam nie zaglądał. Katarzyna D. podaje się za specjalistę od resocjalizacji i rozwoju psów. Na olx pisze: „…resocjalizujemy psy agresywne, lękliwe, terytorialne, sprawiające problemy w relacjach z ludźmi i innymi zwierzętami. Działamy na terenie całej Polski. Ponadto w ofercie mamy hotel dla psów, w którym zwierzęta przebywają w warunkach domowych… Hotel znajduje się 80 km od Poznania…” Tyle reklamy. W praktyce widzieliśmy, jak to wygląda wczoraj. Sąsiedzi tego miejsca zaalarmowali policję i straż pożarną, ponieważ od kilku dni nikogo nie widziano na posesji. Służby siłowo weszły na posesję, bo myślano iż psy zagryzły opiekunów. Ludzi nie było w środku. Znaleziono natomiast 18 chorych i niedożywionych zwierząt.

Nie da się opisać słowami, jak wyglądały warunki ich utrzymywania. W budynku gospodarczym sterta śmierci czasami na metr wysokości. Pełno odchodów. Nie były sprzątane od wielu miesięcy. Dostępu do wody także nie było. Psy pogryzione wychudzone, zapchlone, z długimi pazurami uniemożliwiającymi ich normalne poruszanie się. Niektóre z nich wylęknione – nie dały się złapać. To hotel tylko z jakiegoś koszmaru. Przez kilka ostatnich dni zwierzęta dokarmiali urzędnicy z gminy. W końcu zdecydowano o ich odbiorze. Interwencję prowadziliśmy jako Pogotowie dla Zwierząt wspólnie z gminą, policją i inspekcją weterynaryjną. Odbiór psów, ich transport i oględziny zakończyły się dziś po północy. Policja wszczęła wczoraj dochodzenie o przestępstwo z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Odebranymi czworonogami w tym miejscu miał opiekować się Jerzy D., kilka lat temu znany poznański obrońca praw zwierząt. Był on obecny podczas ich odbioru. Krzyczał, iż nie zgadza się na nasze wejście by je ratować.

Po kilku godzinach z terenu posesji odebrano 18 zwierząt. Trafiły do lekarza weterynarii na badania i leczenie. Większość z nich była wychudzona, zapchlona, oblepiona odchodami. Rozpoczęto leczenie chorych psów. Stan psychiczny kilku czworonogów wymagał konsultacji zoopsychologa. Najbardziej potrzebne dla nich są domy tymczasowe, dlatego prosimy o kontakt. Do tej pory na interwencję, diagnostykę i leczenie zwierząt tylko w pierwszy dzień wydaliśmy około 4 tys. zł. Spore koszty pochłonął także ich transport i umieszczenie na terapii, by pracować z psami najbardziej lękowymi – ok. 600 zł miesięcznie za zwierzę. Na opłacenie wszystkich tych kosztów by uratować te psy uruchomiliśmy zbiórkę. Bardzo prosimy o wsparcie tej akcji.

Stowarzyszenie „Pogotowie dla Zwierząt”
Pl. Pocztowy 4/6, 64-980 Trzcianka
Nr konta: 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093
IBAN: PL 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093
SWIFT: BPKOPLPW
PayPal http://paypal.me/pogotowiedlazwierzat
YetiPay Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Dopisek: „leczenie 18 chorych psów”
Link do zbiórki na rzecz potrzebujących psiaków: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/pomoc-dla-18-chorych-psow

 
Z ostatniej chwili: Oszust z Raciąża wpadł w ręce policji

Krzysztof S. z gminy Raciąż wpadł na gorącym uczynku podczas próby oszustwa przy sprzedaży psów w Płońsku. Na jednym z parkingów próbował sprzedać szczeniaki shar-pei po 2200 zł twierdząc iż posiada na nie rodowód Związku Kynologicznego w Polsce. Kiedy próbowaliśmy sprawdzić czy psy mają rodowód ten udawał, że żona zapomniała dokumentów z domu i doślą je pocztą. Pieniądze sprawca przyjął do ręki; całą transakcję zarejestrowała kamera. Potem do akcji wkroczyła policja. Zarzuty i akt oskarżenia dla oszusta to tylko kwestia czasu.

Krzysztof S. jest dobrze znany policji. W jego sprawie składano kilka zawiadomień w Komisariacie Policji w Raciążu. W marcu 2017 r. z posesji, gdzie mieszka zabraliśmy dorosłą sukę shar-pei ze kilkoma szczeniakami. Była w bardzo złym stanie psychicznym. Psy żyły w ciemnej komórce, były chore, egzystowały we własnych odchodach. Sprzedaż tych psów była oczywiście nielegalna. Mimo iż zawiadomienie w policji złożono na Krzysztofa S. winę na siebie za nielegalny handel psami przyjęła Helena S członek jego rodziny. Krzysztof S uciekł od odpowiedzialności. Zapewne z obawy przed wyrokiem. Jedna z tych spraw, z marca br. jest już zakończona, zapadł wyrok skazujący, druga (o znęcanie się nad psami) z aktem oskarżenia czeka na wyznaczenie terminu w sądzie.

Tymczasem Krzysztof S nie próżnował. Wystawił kolejny miot psów. Tym razem rozmnożył inną sukę rasy shar-pei jaką posiadał. Wpadł na pomysł, że jak w ogłoszeniu na portalu olx napisze iż hodowla jest zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce i cena za szczeniaka będzie większa, to ludzie się na to nabiorą i… zapłacą. Nic bardziej mylnego.

My otrzymaliśmy informację wczoraj. Sprawdziliśmy w Związku Kynologicznym w Polsce czy faktycznie podawany w internecie miot jest zarejestrowany. Okazało się że nie. Mało tego. Krzysztof S. został zawieszony w prawach członka w Związku Kynologicznym bo… nie płacił składek. Nie ma także na zarejestrowanego przydomka hodowlanego. Rozmnażał więc sukę nielegalnie.

Niczego nie podejrzewający mężczyzna umówił się z nami na parkingu w Płońsku. Z ostrożności robił to za pośrednictwem żony. Z obawy przed konsekwencjami nie chciano podać nam adresu zamieszkania w gminie Raciąż. My z kolei nie mogliśmy zdradzić, że wiemy gdzie oszuści mieszkają. Oczywiście nikt nie wiedział o tym, że jesteśmy z Pogotowia dla Zwierząt.

Przed godziną 15.00 Krzysztof S. wraz z małżonką podjechał na parking pod restaurację McDonald's w Płońsku. Psy schowane miał w bagażniku auta. Były to dwa szczeniaki, oba z wadami genetycznymi, posiadały także entropium powieki, to znaczy odwrócony brzeg rzęsy do worka spojówkowego. Psy to drażniło, łzawiły.

Kiedy zapytaliśmy czy możemy zobaczyć rodowody psów, Krzysztof S. udał, że wraz z żoną zapomnieli tych dokumentów z domu. – Doślemy Wam pocztą – powiedzieli inkasując 2200 zł które przekazaliśmy im za szczeniaka. W tym momencie do akcji wkroczyła policja zatrzymując psy.

Właściciel szczeniaków zapewniał, że posiada dla nich rodowody, ma zarejestrowaną hodowlę i w ogóle to… czuł się pokrzywdzony całą interwencją… ale zobowiązany przez funkcjonariuszy do przywiezienia z domu tych dokumentów faktycznie pojawił się w policji za ok. 1,5 godziny ale jedynie z książeczkami psów. Okazało się iż kolejny raz rodzina S. chciała oszukać ludzi na spore pieniądze. Sprzedawała bowiem zwierzęta bez żadnego pochodzenia i poza miejscem ich chowu i hodowli.

Trudno będzie mieszkańcowi gminy Raciąż uniknąć odpowiedzialności za oszustko i wykroczenie związane z nielegalnym wprowadzaniem do obrodu psów. Mamy nadzieję na sprawiedliwy wyrok. Ale to zapewne za kilka miesięcy.

 
Ratunek dla "Kozła"

Wczoraj na numer interwencyjny Pogotowia dla Zwierząt zgłosiła się pani z miejscowości Kozły w gminie Tłuszcz. Jej prośba była dramatyczna – „Na moją posesję przybłąkał się pies w typie owczarka niemieckiego, jest brudny, wychudzony i powłóczy nogami, a właściwie praktycznie nie chodzi – wczołgał się do mojej stodoły”.

Na miejsce od razu wysłaliśmy patrol interwencyjny „Pogotowia”. Zgłaszająca wcześniej przykryła psa słomą znajdującą się w stodole, dała mu pić i jeść lecz psiak nie miał siły, aby nawet tego spróbować. Na miejscu nasi inspektorzy stwierdzili, że pies nie ma siły chodzić, żeruje na nim cała masa kleszczy, mieli podejrzenie, że mógł zostać potrącony przez samochód lub jest kolejną ofiarą babeszjozy.

„Kozioł” bo takie imię od nas otrzymał został zabrany do naszej przychodni weterynaryjnej do Wyszkowa. Lekarze pobrali psu krew i zrobili badania. Nie stwierdzili babeszjozy, ale przy takim ogromie kleszczy podali zapobiegawczo Imizol, stwierdzili także, że pies jest odwodniony i ma anemię. Zrobili także USG, na którym stwierdzili, że pies prawdopodobnie ma guza prostaty, ma zapalenie przewlekłe trzustki oraz jest w ogólnym stanie ciężkim. Jak czytamy w karcie leczenia psiaka „Nie udzielenie pomocy w dniu dzisiejszym mogłoby spowodować zgon zwierzęcia, rokowania ostrożne”. Czworonóg w przychodni dostał także kroplówki oraz antybiotyki.

Dziś zaczęliśmy wyciągać z niego kleszcze, które praktycznie były w każdym zakamarku jego ciała. Było ich tak dużo, że przy wyciąganiu ich odchody sypały się na boki. Wyjęliśmy ich około sto. Pies ma się już troszeczkę lepiej. Wstał, coś zjadł, coś wypił. Jednak jego rekonwalescencja potrwa jeszcze sporo czasu lecz nie poddajemy się. Będziemy o niego walczyć dopóki on sam również nie przestanie.

Jak można pomóc? Wpłacając choć drobną sumę na leczenie „Kozła”. Poniżej zostawiamy dane do wpłat.

„Pogotowie dla Zwierząt”
Plac Pocztowy 4/6,
64-980 Trzcianka

nr konta: 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093 z dopiskiem „Pomoc dla Kozła”

PayPal / YetiPay: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

tPay: http://bit.ly/2zAuAu5

 
Sulejówek nie pomógł rannemu psu

Władze Sulejówka kolejny raz nie pomogły psu, który ucierpiał w wypadku drogowym. Do zwierzęcia kolejny raz musiało jechać Pogotowie dla Zwierząt. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Psiak jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. Do zdarzenia doszło dziś ok. godziny 17.00 w pobliżu stacji benzynowej w Sulejówku przy ul. Okuniewskiej. Nagle na ulicę wyleciał pies i wpadł wprost pod koła kierowcy, który akurat jechał tym odcinkiem drogi. Zwierzę dość mocno zderzyło się z autem. Nie podnosiło się.

I tu zaczął się problem. Poinformowana o zdarzeniu policja przekazała numer telefonu do osoby z zarządzania kryzysowego Urzędu Miasta Sulejówek. Ten z kolei odesłał kierowcę auta do straży miejskiej, która dziś nie pracuje. Taka Sulejówkowi, urzędnicza spychologia. Tak, czy inaczej pies nadal pozostawał bez opieki. Po godzinie zdesperowany kierowca wezwał patrol Pogotowia dla Zwierząt.

Na miejsce podjechała grupa interwencyjna Pogotowia dla Zwierząt. Zwierzę, ok. 10 letni samiec był w ciężkim stanie. Natychmiast przewieźliśmy go do przychodni weterynaryjnej celem ratowania jego życia. Dotarliśmy tam szybko i tylko dzięki temu lekarze mogli podjąć natychmiastową akcję – psiak przeżył. Podano mu wlewy dożylne, zastrzyki przeciwwstrząsowe i sporo innych, by nie odszedł za tęczowy most. Wykonano także fotografie rtg. oraz usg. Okazało się, iż ma zwichnięte lewe biodro i prawdopodobnie trzeba będzie amputować główkę kości udowej. Ma także połamane stawy skokowe w obu tylnych kończynach i zwichnięcie w prawym śródstopiu.

Po kilku godzinach wyszliśmy z przychodni. Zapłaciliśmy za ratowanie psa 460 zł. Zwierzę czekają kolejne zabiegi. Póki co jest na lekach przeciwbólowych i kroplówkach. Jutro będziemy psiaka umawiać na operację. Pies w ogóle nie staje na kończyny, załatwia się pod siebie. Po zabiegach będzie unieruchomiony przez kilka tygodni. Będzie przebywał w klatce. Trzymajcie za niego kciuki.

 
Kołtun na czterech łapach

Tym razem prośba o pomoc przyszła z Błonia w powiecie warszawskim zachodnim. Na jednym z podwórek przy ul. Piłsudskiego od kilku lat przebywał pies. Fotografie jakie nadeszły wraz ze zgłoszeniem psa jednak nie przypominały. Był to jeden wielki kołtun na czterech łapach.

– Jak można doprowadzić do takiego stanu? – pytali ci, których spotkaliśmy przed posesją. Nie potrafiliśmy na to pytanie odpowiedzieć.

Zgłoszenie przyszło od przypadkowej osoby, która zauważyła na posesji bardzo zaniedbanego psa. Zwierzę przywiązane było na stałe do palika przy budzie zlokalizowanej tuż obok metalowych śmietników. Pal z łańcuchem wbity był tak mocno iż psa nie można było uwolnić. Potrzebował on pomocy bo od lat nie był spuszczany z uwięzi. Zamiast sierści miał wielki kołtun. Sfilcowana skorupa miała miejscami zielony kolor jakby zzieleniała z wilgoci.

Skóra psa, cała zaczerwieniona, odparzona powodowała u niego ból i cierpienie. A wszystko to działo się na posesji oddalonej od Komisariatu Policji w Błoniu o ok. 200 metrów. Po wejściu na posesję inspektorów Pogotowia dla Zwierząt nie było mowy, aby tego psa zostawić tam dłużej. Odbiór psa wcale jednak nie był prosty. Przez kilkanaście minut usiłowaliśmy wypiąć psa z zakleszczonego na szyi łańcucha. W końcu się poddaliśmy. Z pomocą przyszli nam dwaj silni mężczyźni, którzy z trudem, ale skutecznie wyciągnęli z ziemi cały palik z łańcuchem. I tak zabraliśmy tego psa z posesji wraz z „całym jego wyposażeniem”.

I tak jak po każdej naszej interwencji psiak trafił do lekarzy weterynarii, którzy zajęli się tym biedakiem. Na szczęście nie był zagłodzony czy odwodniony.

To kolejna interwencja, gdzie psiak otrzymuje nową szansą na życie. Jutro od rana zaczynamy strzyżenie naszego „kołtuna”. Mamy już przygotowaną maszynkę do strzyżenia owiec – bo tylko jej ostrza poradzą sobie z takim „materiałem”. Psiak otrzymał robocze imię „Supeł”.

Gminę Błonie już powiadomiliśmy o odbiorze psa. Policję także. Teraz jak zwykle czekamy na sprawiedliwy wyrok za znęcanie się nas psem. Ale zanim to nastąpi czekamy na zgłoszenia domu dla tego psiaka. Nie chcemy aby trafił na zimę do schroniska, tym bardziej iż będzie jutro obcięty „na zero”. Supeł ma około 3 lat, waży 14 kg. Jest bardzo pogodny i żywiołowy, bez problemu akceptuje inne suczki oraz dzieci.

Kto jest chętny, by odmienić jego życie?

Kontakt w sprawie adopcji:

535 253 002

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 


JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL